<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>alpy - dotykamchmur.pl</title>
	<atom:link href="https://dotykamchmur.pl/tag/alpy/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://dotykamchmur.pl/tag/alpy/</link>
	<description>blog o życiu z pasją</description>
	<lastBuildDate>Thu, 27 Jun 2019 22:38:53 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	

<image>
	<url>https://dotykamchmur.pl/wp-content/uploads/2018/12/cropped-png-logo-nieb-mik4-32x32.png</url>
	<title>alpy - dotykamchmur.pl</title>
	<link>https://dotykamchmur.pl/tag/alpy/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>JAK UDAŁO NAM SIĘ PRZEŻYĆ BURZĘ W ALPACH?</title>
		<link>https://dotykamchmur.pl/jak-udalo-nam-sie-przezyc-burze-w-alpach/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=jak-udalo-nam-sie-przezyc-burze-w-alpach</link>
					<comments>https://dotykamchmur.pl/jak-udalo-nam-sie-przezyc-burze-w-alpach/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Kasia Witkowska]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 27 Jun 2019 22:38:49 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Pasje]]></category>
		<category><![CDATA[alpy]]></category>
		<category><![CDATA[burza]]></category>
		<category><![CDATA[piorun]]></category>
		<category><![CDATA[przeżyć]]></category>
		<category><![CDATA[schronisko]]></category>
		<category><![CDATA[wspinanie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://dotykamchmur.pl/?p=1795</guid>

					<description><![CDATA[<p>Burza. Dlaczego trzeba przed nią uciekać małymi kroczkami? Co oznaczają ‘stające dęba’ włosy? Czy każde trafienie pioruna jest śmiertelne? Jak unikać burz, zwłaszcza w górach i jak się zachować, kiedy nie mamy szans na bezpieczne schronienie? Czterotysięcznik Gran Paradiso we włoskich Alpach. Przyjaciele i wspinanie. Miało być tak pięknie. Klimatyczne schronisko z marnym jedzeniem, ale [...]</p>
<p>Artykuł <a href="https://dotykamchmur.pl/jak-udalo-nam-sie-przezyc-burze-w-alpach/">JAK UDAŁO NAM SIĘ PRZEŻYĆ BURZĘ W ALPACH?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dotykamchmur.pl">dotykamchmur.pl</a>.</p>
]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[
<p></p>



<p><strong>Burza. Dlaczego trzeba przed nią uciekać małymi kroczkami? Co oznaczają ‘stające dęba’ włosy? Czy każde trafienie pioruna jest śmiertelne? Jak unikać burz, zwłaszcza w górach i jak się zachować, kiedy nie mamy szans na bezpieczne schronienie?</strong></p>



<p>Czterotysięcznik Gran Paradiso we włoskich Alpach. Przyjaciele i wspinanie. Miało być tak pięknie. Klimatyczne schronisko z marnym jedzeniem, ale za to pyszną kawą. Z łóżkami trzypiętrowymi jak kuszetki, między nimi przejście szerokości jednej osoby, ale na korytarzu łazienka z prysznicem i ciepłą wodą. Droga do schroniska prowadzi pięknym szlakiem wśród alpejskich łąk. </p>



<h3 class="wp-block-heading">BYŁO TAK PIĘKNIE</h3>



<p>Rok temu, dokładnie o tej porze, gwizdały świstaki, kwitły przeróżne alpejskie kwiaty, świeciło słonko. Było tak malowniczo, że aż mdliło. Potem wyjście w kierunku szczytu, jeszcze przed świtem. Długie niezbyt strome podejście pięknym lodowcem aż do krótkiej, ale pięknej i eksponowanej grani szczytowej. Na wspinaczy czeka tam niewielka biała figurka Matki Boskiej oraz smak zwycięstwa. Po wielu godzinach wysiłku nareszcie upragniony szczyt i widok, który zapiera dech w piersiach.</p>



<h3 class="wp-block-heading">ZACZĘŁO SIĘ NIEWINNIE</h3>



<p>Mieliśmy nadzieję, że w tym roku będzie podobnie. U podnóża góry, kiedy zaczynaliśmy swoją wędrówkę, przywitał nas deszcz. Nic to dla nas, szybciutko wrzuciliśmy na grzbiety goretexy i przeciwdeszczowe spodnie i spokojnie ruszyliśmy w górę. Było ciepło i parno, po drodze zdejmowaliśmy więc bluzy i większość z nas szła w koszulkach i lekkich przeciwdeszczowych kurtkach, bo wciąż trochę siąpiło. To był taki deszcz, który potrafi kapać godzinami, niebo było zasnute szarą powłoką. Szliśmy dalej, tempo było dobre, podejście naprawdę przyjemne. </p>



<h3 class="wp-block-heading">PRZEJDZIE BOKIEM?</h3>



<p>Zaczęło się od malutkich kuleczek gradu. Oho – pomyślałam. Wkuwałam niedawno meteorologię na potrzeby spadochronowego egzaminu instruktorskiego. Wiedza, jeszcze nie przykurzona, nie pozostawiała mi żadnych złudzeń. Mamy tu w pobliżu cumulonimbusa – chmurę burzową. Alpy są tak rozległe, że burza na pewno przejdzie bokiem – pomyślałam z nadzieją. No niestety. Nie przeszła. Zaczął nasilać się wiatr, na zmianę lało i sypało gradem, z początku drobnym, z czasem kulki lodu zaczynały już skutecznie przykrywać całą ścieżkę naszego podejścia.<br> No nie wierzę – pomyślałam. Przecież ja już ‘zaliczyłam’ spektakularną burzę w górach, pisałam o niej <a href="https://dotykamchmur.pl/odglosy-granatow-na-granatach/" target="_blank" rel="noreferrer noopener" aria-label="TUTAJ (otwiera się na nowej zakładce)">TUTAJ</a>. Niemożliwe, żeby znów mi się to przytrafiło! A jednak…</p>



<h3 class="wp-block-heading">CZEGO WSPINACZE BOJĄ SIĘ NAJBARDZIEJ?</h3>



<p>Burza w górach jest tym, czego większość z nas, miłośników gór i wspinania, boi się najbardziej. Przychodzi znienacka i szczodrze obdarza nas całym swoim szatańskim asortymentem. A ma czym szastać – przeszywający chłód, ulewny deszcz, złowieszczy grad, porywisty wiatr i oczywiście błyskawice. Błysk, trzask i gniewne pomruki. Raz bliżej, raz dalej. Kiedy myślisz, że zimniej być już nie może, że grad nie może bić w Ciebie z większą siłą, a pioruny nie mogą walić bliżej, okazuje się, że niestety – myliłeś się. Może, może i jeszcze raz może. I nagle znajdujesz się jak w oku cyklonu. Co wtedy? </p>



<h3 class="wp-block-heading">CZEGO NIE WOLNO CI ROBIĆ?</h3>



<p>Wtedy przychodzi najgorsze. Musisz się zatrzymać i przeczekać: </p>



<ul class="wp-block-list"><li>nie pod drzewem (min. 10 m od korony drzewa)</li><li>pod skałą jonizuje się powietrze, więc nie jest tam bezpiecznie</li><li>nie w pobliżu wody (wiadomo)</li><li>co najmniej kilka metrów od siebie, nie w grupie</li><li>nie trzymając w rękach niczego metalowego (kijów, czekana, łańcucha) </li></ul>



<h3 class="wp-block-heading">JAK MOŻESZ SOBIE POMÓC?</h3>



<p>Kiedy burza szaleje Ci nad głową, zatrzymaj się i czekaj:</p>



<ul class="wp-block-list"><li>na otwartej przestrzeni z daleka od grani </li><li>najlepiej ukucnij</li><li>nogi złącz koniecznie w kostkach i kolanach, aby uniknąć ryzyka powstania napięcia krokowego podczas wyładowania</li><li>jeśli masz suchy plecak lub linę, stań na nich w kucki, odizolujesz się w ten sposób od podłoża</li><li>jeśli włosy ‘stają ci dęba’ – jesteś w ogromnym niebezpieczeństwie. </li></ul>



<p>Niczego więcej, niestety, nie możesz w tej sytuacji zrobić. </p>



<h3 class="wp-block-heading">KIEDY JEST BEZPIECZNIE?</h3>



<p>Bezpieczny jesteś dopiero wtedy, gdy: </p>



<ul class="wp-block-list"><li>od błysku do grzmotu upływa 30 sekund, oznacza to, że burza jest jakieś 30 km od Ciebie</li><li>od ostatniego błysku lub grzmotu minęło 30 minut.</li></ul>



<h3 class="wp-block-heading">CO NA TO TOPR?</h3>



<p><a rel="noreferrer noopener" aria-label="TUTAJ (otwiera się na nowej zakładce)" href="http://fundacja.topr.pl/porazenie-piorunem/" target="_blank">TUTAJ</a> znajdziecie tekst dotyczący porażenia piorunem, pióra Sylweriusza Kosińskiego, lekarza i ratownika TOPR. Przeczytajcie, przemyślcie i bądźcie bezpieczni, w górach i nie tylko. Podzielcie się tą wiedzą z innymi. </p>



<h3 class="wp-block-heading">CO BYŁO DALEJ Z NAMI?</h3>



<p>Burza zastała nas jakieś 20 minut od schroniska. Kiedy czas od błysku do grzmotu skrócił się znacząco, Tomek nakazał nam robić drobne kroczki i iść w kilkumetrowych odstępach od siebie. Kiedy już nie dało się nic odliczać i błyski szły w parze z grzmotami, chciał nie chciał, usiedliśmy skuleni w kucki na plecakach i czekaliśmy. To były długie minuty, naprawdę bardzo długie. Każdy kolejny trzask piorunów przeszywających powietrze wokół nas powodował mimowolne drżenie i kulenie się w sobie. Cisza wcale nie była lepsza, była oczekiwaniem i obawą, czy aby kolejny piorun nie trafi w kogoś z nas. Jeśli do siedzenia bez ruchu dodamy bardzo silny wiatr i grad, który nas tłukł niemiłosiernie, to mamy szybki przepis na wychłodzenie. I to w czerwcu, na podejściu do schroniska. </p>



<h3 class="wp-block-heading">NAJGORSZE JEST CZEKANIE</h3>



<p>Nie wiem, ile trwało to nasze siedzenie, często mawiam, że czas jest pojęciem względnym, w końcu to szaleństwo nad nami nieco się uspokoiło i ruszyliśmy dalej. Lodowata woda spływała nam po plecach aż do majtek. Nasiąknięte plecaki były jeszcze cięższe, w butach chlupotało, a dłoni nie czuliśmy z zimna. W końcu zobaczyliśmy schronisko. Widok ten ucieszył nas, jak fatamorgana na pustyni. Bo to była pustynia, równie bezkresna i niebezpieczna, tyle, że śnieżna. </p>



<h3 class="wp-block-heading">BEZ MAJTEK</h3>



<p>Przez chwilę nie mogłam uwierzyć, że tu jesteśmy. W cieple i pod dachem, bezpieczni. Pierwszy raz wylewałam wodę z wnętrza plecaka. Większość rzeczy zawsze pakuję w torebki foliowe, ale ostatnio moja niechęć do plastiku kazała mi spakować bieliznę do płóciennego woreczka, zostałam więc bez ani jednej suchej pary majtek :D.</p>



<h3 class="wp-block-heading">W ALPACH ZACZĘŁY NAM grozić… ODLEŻYNY </h3>



<p>Do schroniska dotarliśmy w poniedziałek pod wieczór, pogoda jaka była, już wiecie. We wtorek była bardzo zbliżona do poniedziałkowej, z dachu schodziły lawiny, na zmianę padał deszcz i śnieg. W związku z tym przez cały wtorek ‘lizaliśmy rany’. Po śniadaniu poszliśmy spać, w południe wstaliśmy na kawę, po kawie poszliśmy spać, wstaliśmy na obiadokolację, po której… poszliśmy spać. Zaczynałam się już obawiać odleżyn ;). Natomiast przegrzanie z całą pewnością nam nie groziło. Spałam w wełnianych skarpetach, bluzie i w czapce, pod wszystkimi trzema kocami, które były na wyposażeniu mojej pryczy. </p>



<h3 class="wp-block-heading">STABILNA POGODA</h3>



<p>Z każdym naszym przebudzeniem zdawało się, że ubywa ludzi. My jednak nie poddawaliśmy się. Pomiędzy spaniem i jedzeniem słuchaliśmy sobie „Filarów Ziemi” Kena Folleta. Na kolacji we wtorek było podejrzanie mało osób, no cóż, może zjedli wcześniej? W nocy z wtorku na środę budził nas wiatr, który próbował zerwać dach. Z dachu nadal schodziły lawiny i wtedy też się budziliśmy. W środę nad ranem nadal sypało śniegiem i smagało wiatrem. Środa miała być dniem nieco lepszej pogody i dniem naszego ataku szczytowego, ale ta lepsza pogoda pozostała tylko na prognozach. Pogoda była stabilna, nadal wiało i sypało. Czasem grzmiało i błyskało. Nawet gdyby znienacka walnęło nagle błękitem, nie bylibyśmy w stanie w jeden dzień przetorować tych ton śniegu, które napadały tu przez te kilka dni. </p>



<h3 class="wp-block-heading">GŁOS ROZSĄDKU</h3>



<p>W środę przed śniadaniem ktoś w końcu wydobył z siebie głos rozsądku. Zaproponował(a), żebyśmy najbliższą noc spędzili może w Mediolanie lub Bergamo, zamiast tutaj w oczekiwaniu na cud, który nie miał prawa się zdarzyć. Część z nas przyjęła tę propozycję entuzjastycznie, choć dla niektórych były to wieści hiobowe. W końcu ustaliliśmy, że znikąd nie ma dla nas nadziei, zjedliśmy śniadanie, składające się z czerstwego chleba, dżemiku i nutelli (o zgrozo!) i spakowaliśmy się do wyjścia. Jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że poza nami w schronisku została już tylko obsługa! A i ona wyglądała, jakby zbierała się wkrótce na dół… Gospodarz schroniska, przemiły starszy jegomość, był chyba pod wrażeniem naszej cierpliwości i determinacji, bo nawet wyszedł z nami przed schronisko, żeby nas pożegnać i zrobić nam pamiątkowe grupowe zdjęcie.</p>



<h3 class="wp-block-heading">A MIAŁO BYĆ TAK PIĘKNIE</h3>



<p>Aha, zapomniałam dodać, że akurat przez te 3 dni, które spędziliśmy w schronisku, trwał remont jedynej łazienki z prysznicami. A woda w umywalkach miała temperaturę zbliżoną do temperatury wody wypływającej prosto z lodowca, bo stamtąd też pochodziła…  Za to kawę mieli pyszną, także tak…</p>



<figure class="wp-block-image"><img fetchpriority="high" decoding="async" width="1024" height="580" src="https://dotykamchmur.pl/wp-content/uploads/2019/06/wodospad_dolina_aosty_dotykam_chmur-1024x580.jpg" alt="wodospad w Alpach" class="wp-image-1791" srcset="https://dotykamchmur.pl/wp-content/uploads/2019/06/wodospad_dolina_aosty_dotykam_chmur-1024x580.jpg 1024w, https://dotykamchmur.pl/wp-content/uploads/2019/06/wodospad_dolina_aosty_dotykam_chmur-300x170.jpg 300w, https://dotykamchmur.pl/wp-content/uploads/2019/06/wodospad_dolina_aosty_dotykam_chmur-768x435.jpg 768w" sizes="(max-width: 1024px) 100vw, 1024px" /><figcaption>1000 metrów niżej była piękna wiosna</figcaption></figure>



<p></p>
<p>Artykuł <a href="https://dotykamchmur.pl/jak-udalo-nam-sie-przezyc-burze-w-alpach/">JAK UDAŁO NAM SIĘ PRZEŻYĆ BURZĘ W ALPACH?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://dotykamchmur.pl">dotykamchmur.pl</a>.</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://dotykamchmur.pl/jak-udalo-nam-sie-przezyc-burze-w-alpach/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
