Równo rok temu, 25 października 2019, miałam ogromny zaszczyt i przyjemność uczestniczyć w projekcie PUNYA organizowanym przez Polską Stratosferę. Jego celem był najwyższy na świecie skok spadochronowy w tandemie i ustanowienie rekordu Guinnessa. Celem rekordu zaś było zwrócenie uwagi na poprawę jakości życia chorych na nowotwory. Co ma to wspólnego z kobietami, ich rolą i feminizmem? Też myślałam, że nic, a jednak…

(Nie)potrzebny feminizm w górach

Jeszcze kilka lat temu myślałam, że feminizm, przynajmniej w Polsce, jest już niepotrzebny i się kończy. Mieszkałam w stolicy, pracowałam w środowisku, w którym płeć nie miała znaczenia. Żyłam trochę jak w kolorowej bańce mydlanej. Jedyne środowisko, w którym odczuwałam, że bycie kobietą coś mi utrudnia, to nazwijmy to szeroko środowisko górsko/zakopiańskie.

Dopiero, kiedy zaczęłam pojawiać się w Tatrach odczułam, że nie ma równości pomiędzy kobietami i mężczyznami. Bardzo trudno jest mi o tym pisać i jeszcze trudniej dokładnie zdefiniować, co tak naprawdę było nie tak. Nikt mnie nie obrażał, nikt nie był wprost nieprzyjemny, ale odczuwałam pewną niechęć, dystans, czułam się czasem przezroczysta. Mężczyźni witając się podawali sobie ręce i zdarzało się, że omijali mnie, nie mówiąc nawet “część” czy “dzień dobry”.

Kiedyś któryś z górali przywitał się ze mną mówiąc z uśmiechem “pani pozwoli, że się przywitam i przedstawię – tak nie po góralsku”. Uśmialiśmy się oboje serdecznie. Był to jeden z wyjątków potwierdzających regułę. To oczywiście żaden dramat i włosów z głowy nie rwałam z tego powodu, że nie wszyscy obcy mi mężczyźni się witają, ale zaczęłam się bacznie przyglądać zjawisku…

Lotnictwo i spadochroniarstwo

Zostawmy na razie góry. Lotnictwo i spadochroniarstwo. Zaczęłam skakać ze spadochronem w wieku 24 lat, jestem dość kontaktowa, raczej uśmiechnięta, więc szybko weszłam w środowisko, znalazłam wśród skoczków wielu przyjaciół. Absolutnie w żaden sposób bycie kobietą nie utrudniało mi skakania, wręcz przeciwnie – wtedy kobiet w naszej sekcji było stosunkowo niewiele i może właśnie dzięki temu mężczyźni pomagali mi, uczyli i wspierali.

Tak było przez wiele lat, czułam się w tym środowisku doskonale. Sytuacja zaczęła się lekko zmieniać, kiedy zostałam instruktorem. Wtedy, gdy okazało się, że mam już pewne kompetencje i… własne obserwacje, wnioski oraz, niestety, także własne zdanie.

Są mężczyźni, którzy wspierają

Dotarło do mnie, że dopóki byłam mało doświadczonym skoczkiem przychylność i opiekuńczość odczuwałam z wielu stron. Wtedy byłam pewnie uroczą kobietką, która budziła instynkty opiekuńcze, której można było łatwo zaimponować. Kiedy zaś moje kompetencje rosły, zaczęłam z czasem odczuwać takie dziwne “coś”. Nie była to jawna niechęć, ale czułam np. nieufność ze strony niektórych instruktorów, czułam, że nie wszyscy traktują mnie na równi z innymi instruktorami – mężczyznami. Pragnę podkreślić, że dotyczyło to pojedynczych osób tylko. Mam w swoim otoczeniu mężczyzn, którzy BARDZO mnie wspierali i nadal wspierają, ale paradoksalnie ich wsparcie ukazało mi ten kontrast w postawach pozostałych.

Chętnie ci pogratuluje – ale najlepiej ciąży

Przypomniała mi się sytuacja, gdy kilka lat temu, na mojej ukochanej strefie spadochronowej, powiedziałam wszystkim znajomym, że jestem w ciąży. Pamiętam, jak jeden ze skoczków serdecznie mnie przytulił i szczerze, z serca pogratulował, powiedział, że cieszy się ze mną itd. Było to szalenie miłe. Minęło kilka lat, zostałam jedną z kilku kobiet w Polsce, które aktualnie szkolą skoczków spadochronowych metodą AFF. Jak myślicie, czy ten sam skoczek podszedł i pogratulował?

Nie zrozumcie mnie źle, nie oczekuję pochwał i gratulacji na każdym kroku, nie potrzebuję błyszczeć w świetle chwały i reflektorów. Po prostu się zastanawiam. Nie nad sobą. Zastanawiam się nad nami wszystkimi. Nad stosunkiem do kobiet i ich kompetencji. I to nie tylko mężczyzn do kobiet, ale i samych kobiet do… kobiet.

Dlaczego tak się wszyscy rwą z gratulacjami, gdy jesteśmy w ciąży (umówmy się, że na ogół nie jest to jakiś szczególny wyczyn – zajść w ciążę), a tak mało gratulacji i pochwał słyszymy, gdy coś nam się uda, gdy coś osiągniemy, własną pracą, wytrwałością, determinacją?

Jeśli młoda i ładna to raczej nie jest dyrektorką

A teraz dygresja. Jedna z moich znajomych, znakomita analityk finansów, kiedy przyszła na ważne spotkanie biznesowe usłyszała od jednego z uczestników prośbę o podanie kawy. Podobno warto było zobaczyć jego minę, gdy okazała się prowadzącą całe spotkanie, a on wziął ją po prostu za sekretarkę, zapewne dlatego, że miła i ładna. Kiedyś serdecznie bym się z tego uśmiała, ale teraz… coraz mniej mi jest do śmiechu.

Mimo iż jest mnóstwo wspaniałych facetów, którzy nas wspierają i kibicują, to nadal są też tacy, którzy uważają, że nasze miejsce jest tylko w domu, przy garach i dzieciach. I wygląda na to, że zrobią wiele, by nas tam zapędzić i przytrzymać wbrew naszej woli.

Z baby pilota nie będzie

Część z Was z pewnością wie, że marzy mi się zostanie pilotem. Znam wielu wspaniałych pilotów, kobiety i mężczyzn, ale poznałam niestety też takich, którzy bez skrępowania, głośno i publicznie mówią, że “z baby to pilota nie będzie”, “baby się nie nadają do latania”. Że co do cholery?!

Powoli zaczyna do mnie docierać, że złe, nierówne traktowanie kobiet dotyczy wielu dziedzin. Mam do czynienia z takimi, w których dominują bardzo silni mężczyźni, często autorytarni, z silnymi osobowościami. Większość z nich podziwiam i z przyjemnością z nimi współpracuję, wiele dobrego się od nich uczę, ale… coraz częściej dostrzegam pozostałych i moje przerażenie rośnie.

Nie równość a sprawiedliwość i uczciwość

Żebyśmy się dobrze zrozumieli – nie uważam, że kobiety są równe mężczyznom pod wszystkimi względami. Nie uważam, że do wszystkiego nadają się w takim samym stopniu. Doskonale zdaję sobie sprawę z wielu różnic i ograniczeń, szanuję je i rozumiem, ale… nie zgadzam się na niesprawiedliwość.

Nie musimy być tacy sami

Zapewne są kobiety, które nie nadają się na pilotów, ale są też przecież tacy mężczyźni! Nie znam się kompletnie na budowie silnika samochodowego, ale nie jest to powód, żebym nie poznała i nie nauczyła się budowy silnika samolotowego. Czy jest mi trudniej, jako humanistce niż miłośnikom motoryzacji? Pewnie tak, ale za to mam inne cechy bardzo przydatne pilotom – nigdy nie tracę zimnej krwi i nawet w najbardziej stresującej sytuacji myślę trzeźwo.

Fakt, że jesteśmy kobietami nie oznacza koniecznie, że jesteśmy słabe, płochliwe i niedecyzyjne. To, że jesteśmy inne, nie oznacza do licha, że gorsze. I naprawdę bardzo trudno jest mi to pisać, ale ja się czasami naprawdę tak czuję. Jakbym ze względu na płeć była ułomna, nie traktuje się mnie poważnie, bo jestem kobietą. Albo inaczej – mam poczucie, że gdybym była mężczyzną traktowano by mnie poważniej. Rzadko, ale jednak. I to wszystko dzieje się w latach 20-tych, XXI wieku! Jeśli ja odbieram takie sygnały, to znaczy zapewne, że nas – tak samo czujących – jest dużo, dużo więcej!

Feminizm a rekord Guinnessa

Jaki związek ma to wszystko, co opisałam, ze wspomnianym rekordem Guinnessa? Kiedy Arkadiusz Maya Majewski organizował zespół, który miał pracować przy projekcie PUNYA, poprosił mnie, abym mu pomogła i wystąpiła w roli jego zastępcy. Sprawy potoczyły się w taki sposób, że Maya z kierownika projektu stał się jego uczestnikiem – tandem pilotem, który wraz z Jimem Wiggintonem miał wykonać najwyższy na świecie skok tandemowy. Siłą rzeczy ja z zastępcy stałam się naziemnym kierownikiem planowanego skoku. Jak myślicie, czy wszystkim mężczyznom się spodobało, że kobieta będzie teraz miała tu coś do powiedzenia…?

lot balonu punya project
fot. Polska Startosfera

Nie umiejętności i doświadczenie, a płeć czynią z ciebie dobrego kandydata


Mam poczucie, graniczące z pewnością, że gdyby szefem załogi naziemnej został którykolwiek mężczyzna, z mniejszym doświadczeniem i z mniejszymi kompetencjami to spotkałby się z o wiele większą akceptacją. Mi dano odczuć, że nie wszystkim moja rola w tym projekcie się podoba, choć nikt nie zdecydował się otwarcie zgłosić Mai zastrzeżeń.

Co by było, gdyby zabrakło dziś feministek?

Piszę Wam o tym wszystkim dlatego, że niedawny wyrok Trybunału (nie)Konstytucyjnego zakazujący aborcji w przypadku nieodwracalnych wad płodu i/lub zagrożenia życia matki, uderza bezpośrednio w podstawowe prawa kobiet. Ja naprawdę myślałam, że feminizm jest nam już niepotrzebny, że 100 lat temu, kiedy kobiety walczyły o prawa wyborcze, wtedy – tak, ale dziś?

Dziś niestety dochodzę do wniosku, że w wielu obszarach życia nadal jest konieczny. Że nadal musimy krzyczeć, walczyć i dopominać się na ulicach o podstawowe prawa decydowania o swoim zdrowiu i życiu, o zdrowiu i życiu naszych dzieci. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę musiała głośno upominać się o tak podstawowe rzeczy. Jestem tym zażenowana. Jest mi wstyd i nie wiem, co odpowiadać córce, gdy pyta, dlaczego to ciągle kobiety muszą o coś walczyć?
Drogie Kobiety i Drodzy Mężczyźni – wspierajmy się, nie oceniajmy, nie próbujmy decydować za innych. Nie oczekujmy heroizmu. Nie bądźmy czyimś sumieniem. Każdy ma przecież swoje.

2 komentarze

    • Kasia Witkowska Odpowiedz

      Jak napisałam to zrobiło mi się lepiej, nie zamierzam się poddawać 🙂 ściskam mocno!

Zapisz komentarz