Od zawsze fascynowały mnie wszelkie starocia, przedmioty z przeszłości, z historią i duszą. Takie, w których zaklęty jest czas. Minęli już dawno ci, którzy te przedmioty wykonali oraz ci, którzy ich używali. Im więcej czasu upłynęło, tym bardziej rozpalają moją wyobraźnię i ciekawość. Dotykam gładziutkich mahoniowych blatów toaletek, atłasowych tapicerek bogato zdobionych szezlongów, porcelanowych dzbanów na wodę i ciężkich aksamitnych zasłon.

Wyobrażam sobie pokolenia kobiet, które przy tych toaletkach czesały swoje długie lśniące włosy, siedząc w bladych promieniach porannego słońca, które wraz z letnim wiatrem wpadały do wnętrza przez uchylone wysokie okna, przysłonięte zwiewnymi firanami.

Wyobrażam sobie wspólne wieczory, spędzane przy trzaskającym ogniu w ogromnych otwartych kominkach, w głębokich fotelach obitych mięciutkim zielonym welurem z tomikiem poezji w ręku. Rozmowy przy popołudniowej herbacie z konfiturą, podanej na srebrnych tacach, w cieniutkich porcelanowych filiżankach z drobnym deseniem w róże i złotymi zdobieniami, pochodzących z najlepszych bawarskich manufaktur.

Wyobrażam sobie księżną Daisy Hochberg von Pless, kiedy z subtelnym uśmiechem na twarzy, w sukni balowej z lśniącej tafty i miękkich muślinów, w jedwabnych pantofelkach kroczy po ogromnych schodach. Idzie oświetlona ciepłym światłem setki świec, a majestatyczny katedralny tren sukni w kolorze wina delikatnie szeleszcząc ciągnie się za nią po marmurowych schodach. Księżna Daisy wita gości, którzy przybyli na bal i razem kierują się w stronę monumentalnej sali z kryształowymi żyrandolami, balkonami i stropem, na którym artysta namalował błękitne niebo z chmurami.

Niebo z chmurami namalowane na stropie wielkiej sali w Zamku w Pszczynie

Na bufetach królują pieczone bażanty, perliczki i pasztety z dziczyzny. W karafkach wina, miody i nalewki. Orkiestra gra polonezy i walce, wokół słychać śmiechy i gwar rozmów,  za ogromnymi oknami zapada zmrok, a śnieg skrzy się w blasku świec i księżyca. Rozpoczyna się długa balowa noc na zamku w Pszczynie, przeszło sto lat temu…

Żyrandol w wielkiej sali Zamku w Pszczynie

Podróżując zawsze rozglądamy się za zamkami. Wizyty na zamkach są nie tylko miłym urozmaiceniem długich niekiedy podróży, ale też wspaniałą lekcją historii, architektury i sztuki, podaną w sposób najbardziej przystępny z możliwych. Czasem korzystamy z audio-przewodników i potem wymieniamy się informacjami, bo nie zawsze wybieramy te same tematy, a czasem po prostu spacerujemy, czytamy opisy i podziwiamy. Lubię robić zdjęcia szczególnie tych najbardziej interesujących mnie przedmiotów, żeby móc potem już w domu, na spokojnie, dowiedzieć się o nich wszystkiego, co chciałabym wiedzieć. Zawsze po takich zamkowych wizytach rozjaśnia mi się w głowie, pewne fakty łączą się ze sobą i powstają nowe przemyślenia, wnioski i inspiracje.

Pszczyna to niewielkie miasteczko na Śląsku, mijałam je dziesiątki razy w drodze do Bielska-Białej czy Szczyrku. Ciągle obiecywałam sobie, że w końcu odwiedzę Zamek, ale zawsze byłam w drodze z albo do, wiecznie w niedoczasie. W tym roku, w związku z halnym, skróciliśmy o jeden dzień wyjazd narciarski i nareszcie nadszedł ten dzień! Wybraliśmy się na zwiedzanie Zamku!

Oniemiałam już od progu. Wnętrza zamku pełne są oryginalnych mebli, tkanin, dekoracji i przedmiotów codziennego użytku. W wielu miejscach obok opisów znajdują się zdjęcia wykonane około 1915 roku, a cała ekspozycja sprawia wrażenie, jakby właściciele zamku dosłownie wczoraj z niego wyszli na dłuższy spacer. Te same co na zdjęciach meble, tapety, obrazy, w biblioteczce książki, w oknach firany i story. Fortepian gotowy na koncert i krzesła ustawione w rzędach czekające na publiczność, która już przeminęła…

Biblioteczka w salonie gościnnym w Zamku w Pszczynie

Spośród wszystkich zamków, jakie kiedykolwiek widziałam, ten zdecydowanie wyróżnia się właśnie bogatym oryginalnym wyposażeniem. Nie ma tu przypadkowości, lustra są dopasowane rozmiarami do ścian, na których zostały zawieszone, obrazy komponują się  kolorami z wystrojem wnętrz, które zdobią. Łoża, toaletki i sekretarzyki ustawione są w idealnych miejscach, dokładnie tak, jak sama bym je ustawiła, gdyby przyszło mi tam zamieszkać. Jest wszystko co potrzebne i paradoksalnie nie ma rzeczy zbędnych. Meble są przemyślane i dopracowane, niektóre fotele mają podnóżki, a stoliki idealne rozmiary do pełnionej funkcji.

Salon gościnny na Zamku w Pszczynie

Dopiero tu uderzył mnie fakt, że w większości zwiedzanych przeze mnie zamkowych wnętrz brakowało dywanów, obrusów, pościeli, firanek, zasłon, parawanów i… roślin. Na przeszło stuletnich zdjęciach jest mnóstwo zieleni w przepięknych wazonach i donicach, autorzy ekspozycji zadbali więc o to, by i teraz ich nie brakowało. Myślę, że to właśnie tkaniny, storczyki i okazałe palmy tworzą niepowtarzalną, szalenie przytulną atmosferę tego zamku.

zamek
Zamek w Pszczynie

Wrócę tam na pewno, aby wysłuchać dokładnie całej opowieści i zajrzeć w każdy kącik. A Wy? Macie swoje ulubione zamki? Wyobrażacie sobie czasem siebie jako Panią/Pana na zamku?

Zapisz komentarz