Jak często zdarza się Wam rozpłakać na konferencji? Kilka dni temu byłam uczestniczką sympozjum spadochronowego. Pierwszy wykład tego dnia rozpoczął się filmem. Tytuł brzmiał „Skydive Pokhara*” i już wiedziałam, że nie będzie dobrze… 
Kilkanaście sekund potem miałam oczy pełne łez. Ze wzruszenia. Na międzynarodowym sympozjum spadochronowym! Wyobrażacie sobie? 

Macie wokół siebie ludzi, którzy czują podobnie jak Wy? To samo Was cieszy, wzrusza i zachwyca? Do czasu, kiedy nie zostałam skoczkiem spadochronowym, nie znałam takich osób. Miałam oczywiście przyjaciół i znajomych. Dobrze się razem bawiliśmy, ale zawsze czułam, że od nich odstaję. Że jestem jakaś inna, że nie wiadomo, o co mi właściwie chodzi i że nie potrafię się w pełni cieszyć tym, czym oni.   

POTRZEBA AKCEPTACJI

Świat się zmienił wraz z pierwszym skokiem. To było jak odkrycie innego wszechświata i powrót do domu w jednym. Nie mogłam uwierzyć, że wszyscy odczuwamy pewne rzeczy dokładnie tak samo, mamy te same przemyślenia, wnioski i reakcje. Gdybym nie odkryła tych wszystkich ludzi, którzy skaczą, byłabym prawdopodobnie okropnie samotna i zagubiona. Potrzeba akceptacji jest mocno zakorzeniona w każdym z nas. I niezależnie od tego, czy lubimy szydełkować, jeździć konno, czytać, malować, nurkować, czy skakać z samolotu, mamy potrzebę bycia zrozumianymi i akceptowanymi. 

RAZEM

Sam fakt robienia czegoś, co kochamy to jedno, ale możliwość dzielenia tego z kimś, kto rozumie, daje dopiero pełnię szczęścia. Myślę, że we wspólnych męskich wyprawach na ryby, wyjściach na mecz, czy w babskich weekendach w SPA, wcale nie chodzi o ryby, piłkę nożną i masaże. Chodzi o możliwość dzielenia się emocjami, o wspólne przeżywanie. 

WOREK WSPOMNIEŃ

Mamy z naszymi przyjaciółmi taki wielki wór wspaniałych wspólnych przeżyć i wspomnień. Takich, do których nikt poza nami nie ma dostępu. Czasem wystarczy jeden dźwięk, delikatny zapach, jedno słowo. A wtedy wymieniamy szybko tylko jedno spojrzenie i już wiemy. Odlatujemy na chwilę do miejsc i sytuacji, w których byliśmy razem. Wpadamy w sieć utkaną z kolorów, smaków i zapachów. Są w niej najwyższe góry świata o wschodzie słońca, bose uśmiechnięte dzieci, które łapią nas za ręce, są skrzypiące śniegi, tatrzańskie schroniska, alpejskie lodowce, himalajskie wodospady i ciepła herbata w termosie. Jesteśmy my, ludzie, których łączy ta sama pasja.

ZAPACH SŁOŃCA zamknięty w pokrowcu

W świecie spadochronów ekscytację potrafi wywołać zapach czaszy spadochronu uwolnionej po zimie z pokrowca. To jedyny w swoim rodzaju zapach słońca, rozgrzanego powietrza, trawy i wolności. Zapach szczęścia. I wierzcie mi, każdy z nas reaguje na niego tak samo. Przymykamy oczy i wdychamy głęboko do płuc każdą cząsteczkę tej niepowtarzalnej woni. 

Kiedy zaś przymierzamy uprząż z pokrowcem spadochronowym, ciarki przebiegają nam po plecach. Czuję się w tym lepiej niż w najlepszych, najpiękniejszych kieckach i najwyższych szpilkach.

Podobnie jest, gdy wkładam na plecy mój wysłużony górski plecak. Był ze mną w tylu miejscach, przeżył tyle przygód! Lubimy się. Potem biorę do ręki linę, czekan, karabinki. Gładkie i chłodne idealnie układają się w dłoni, palce same znajdują zamki i wtedy ten delikatny metaliczny ‘klik’ – uwielbiam! 

KOLACJA Z PŁACZEM

Kiedyś, niedługo po którejś z naszych podróży do Nepalu, Tomek ugotował na kolację jakieś azjatyckie danie, może to było curry? Nie pamiętam. Ale za to doskonale pamiętam, że włączył naszą nepalską muzykę, zapalił kadzidło i podał jedzenie. Poczułam zapach kuminu i… nie byłam w stanie przełknąć kęsa. Rozpłakałam się i wyszłam :). On zdębiał. Za dużo bodźców, musiałam ochłonąć, muzykę trzeba było wyłączyć, bo nie mogłam równocześnie jeść i tak się wzruszać :).

CO MAJĄ WSPÓLNEGO SKOKI SPADOCHRONOWE Z NEPALEM?

Wyobraźcie więc sobie, co się ze mną stało, gdy na wielkim ekranie zobaczyłam moje ukochane Himalaje, buddyjskich mnichów, ich modlitewne młynki i flagi oraz… śmigłowiec i skoczków! Takie połączenie to jak koktajl mołotowa dla moich nerwów. Za mną już półtora roku od ostatniego pobytu w Nepalu i pół roku od ostatniego skoku. Tęsknię więc bardzo. 

Cały czas, ciągle i bezustannie cieszy mnie myśl, że nie jestem z takimi odczuciami sama. Na tej sali była blisko setka osób, z którymi dzielę pasję spadochronową. To wspaniałe uczucie. Ale też było co najmniej kilkoro, które rozumieją moja fascynację Nepalem! Sprawiło mi to ogromną, niebywałą wręcz przyjemność. Tym większą, że prowadzący wykład o wyprawach spadochronowych, Amerykanin Tom Noonan, zachwycał się Nepalem i jego mieszkańcami podobnie jak ja. 

Skaczemy nad Namche Bazar Nepal
Skaczemy na lotnisku Syangboche Airport w pobliżu Namche Bazar w Nepalu, w drodze do bazy pod Everestem, na wysokości 3780 m n.p.m. fot. Paweł Staliński

WARTOŚĆ SPOTKANIA

Takie sympozjum to nie tylko doskonała okazja, żeby zaczerpnąć fachowej wiedzy prosto z eksperckiego źródła. To także możliwość spotkania ludzi, którym podobnie w duszy gra. I nie jestem pewna, co jest tu dla mnie ważniejsze. Bo przecież ta wiedza jest do zdobycia, w Internecie jest dziś prawie wszystko, ale jednak nic nie jest w stanie zastąpić nam prawdziwego spotkania z drugim człowiekiem. Takie spotkania zawsze są budujące i inspirujące. 

UWAŻNIE ROZEJRZYJ SIĘ WOKÓŁ SIEBIE

Inna prelegentka, także Amerykanka, Melanie Curtis podczas tego sympozjum mówiła nam, żebyśmy zawsze otaczali się ludźmi, którzy nas wspierają, inspirują i motywują. Nic odkrywczego – pomyślałam. Ale dodajmy do tego przytoczone przez Melanie słowa Nancy Drew:

Jesteśmy odzwierciedleniem pięciu osób, z którymi spędzamy najwięcej czasu.

 Warto się rozejrzeć wokół siebie, prawda? Czasem może nawet zrobić jakieś porządki… 

Jeśli naprawdę lubicie coś robić, szukajcie ludzi, którzy lubią to samo, którzy myślą podobnie. Spotykajcie się, szukajcie okazji by się poznać, z takich spotkań zawsze wynika coś dobrego. Może się okazać, że łączy Was znacznie więcej, niż na początku sądziliście. 

*Pokhara to wspaniałe miasto w północnej części Nepalu, malowniczo położone nad jeziorem u stóp Himalajów. 

Zapisz komentarz